Rok 2010 rozpoczął się świetnie. Sylwester genialny. Lecz później już nie było tak super.
Chłopak, z którym „kręciłam”, między którym, a mną coś zaistniało… popełnił samobójstwo. Najpierw nie uwierzyłam. Byłam akurat na imprezie gdy się dowiedziałam. I gdy to zaczęło powoli do mnie docierać… Upiłam się tak, że wylądowałam w łazience ze zgonem. Niestety, rano uderzyło mnie to wszystko ze zdwojoną siłą. Coś potwornego. Płakałam całą drogą autobusem do domu.
Zaraz następnego dnia, gdy się dowiedziałam o śmierci Norberta… tata mi powiedział, ze przyszły ostateczne wyniki badań mamy i że teraz już na 100% wiadomo (wcześniej był jeszcze cień szansy że wyniki są złe) że jest chora na białaczkę. Że to nieuleczalne i że chorobę da się tylko zatrzymać. Ale nie a się wyleczyć. I znów płacz. Płakałam calusieńki tydzień. Aż do pogrzebu Norberta, który był jednym z potworniejszych wydarzeń w moim życiu. Większość żałobników, to byli ludzie młodzi, a przyszło ze 100 osób. To było w Lutym.
Marzec minął dobrze. Na początku kwietnia wyjechałam na Zieloną Szkołę. Było super. Nauczyciele dawali nam luzz, codziennie były jakieś imprezki… i nagle, rano, 10 kwietnia do mojego pokoju wpada kolega przeskakuje moje łózko i drze mi się do ucha „Wstawaj! Spadł samolot z prezydentem”. Obudziłam się, włączyłam TV i oglądam wiadomości.
W sumie, nie przejęłam sie tym jakoś bardzo. Współczułam tylko rodzinom ofiar. No i może te trzy osoby przeżyły…(na poczatku była taka informacja). Nagle, zadzwonił telefon. Miałam jakieś złe przeczucie. Odebrałam i słyszę tatę. „Wiesz co się stało?” tak, tak. Wiem, spadł samolot z prezydentem, podobno prawie wszyscy nie żyją. „A wiesz kto leciał tym samolotem?” A ja „Noo posłowie, rodziny Katyńskie…” i przerwał mi ” Leciał ks. Józef”". W tamtym momencie cały świat mi zawirował przed oczami. Telefon mi mało nie wypadł z dłoni, zrobiło mi się słabo i tylo pomyślałam „o nie, znowu…”.
Zsunęłam się po ścianie na podłogę i zaczęłam szlochać. Rozłączyłam się. Ludzie do mnie dopadli i pytali się, „co się stało”. Myśleli, ze może coś z mamą gorzej. A ja…ja nie mogłam tego powiedzieć. Słowa nie mogły mi przejść przez gardło. Nie potrafiłam tego z siebie wydusić.
Zawsze jak się słyszało o takich tragediach, nigdy się nie myślało, że coś takiego może Cię tak dotknąć. A tu nagle, coś takiego się wydarza.
Ks. Józef był mi baardzo bliski. Bardzo mi pomógł w życiu…
Od tej informacji, totalnie przestałam się interesować sprawą Smoleńska. Nie mam ochoty dowiadywać się o postępach w śledztwie. Nie chcę tego wiedzieć. Chce tylko zapomnieć. To wszystko mnie tak wkurza. Tzn. wykorzystywanie tragedii do celów kampanii wyborczej. A dowodem jest film „Solidarni 2010″.
Poszłam na Plac Piłsudskiego ze zdjęciem ks. Józefa, położyłam je wśród zniczy i wiecie… to tak bolało. Jakbym się z nim w tamtym momencie rozstawała, jakąś pani podeszła do mnie z mikrofonem i poprosiła o modlitwę, a ja ze łzami w oczach tylko pokręciłam głową na nie. Nie mogłam nic z siebie wydusić…a ta baba zaraz zaczęła coś na mnie gadać…
Brytyjski artysta Elton John nie będzie mógł adoptować ukraińskiego dziecka, bo nie jest żonaty i jest za stary – powiedział w poniedziałek przedstawiciel władz Ukrainy.
Elton John chce przygarnąć dziecko z ukraińskiego sierocińca.
zastanawia się – ma nadzieję – na kontakt pomiędzy naszą a obcą cywilizacją. Możemy jednak założyć taką hipotezę: czy owe „obce cywilizacje” nie są po prostu biernymi widzami, jak podczas wielu tragicznych wydarzeń z naszej historii? Zagłada ludzkośći może wszakże być „niezłym kinem”, dlaczego mają nam pomagać skoro wydarzenia mające nadejść powtarzały się w przeszłości wielokrotnie…
Niby zwykła grypa, ale na początku XX w. pojawiła się niczym jeździec apokalipsy, siejąc spustoszenie porównywalne jedynie do epidemii dżumy z połowy XIV w.
