Spadochroniarz i oficer wywiadu. Na swoim motocyklu przemierzał amerykańskie prerie. Na Hawajach polował z kuszą na ryby. W Afganistanie kopał studnie i założył szkołę. W Iraku rozpracowywał Al Kaidę. Wielbiciel polskiej husarii i polskiej kiełbasy.
Rafał Stachowski (34 l.) od dziecka chciał być żołnierzem (jako nastolatek należał do Organizacji “Strzelec”). Kiedy w roku 1991 wraz z rodzicami wyjechał do Chicago za chlebem, był przekonany, że jego marzenie nigdy się nie spełni. Pewnego dnia w szkole 17-letniego Rafała pojawili się “dwaj goście w pięknych mundurach, z dużą ilością błyskotek na piersi. Byli to zawodowi rekruterzy”. Jako posiadaczowi Zielonej Karty zaproponowali mu służbę w Gwardii Narodowej. Młody emigrant z trudem, ze względu na barierę językową, zdał test kwalifikacyjny do wojska i po unitarce (szkoleniu podstawowym odbytym w przerwie międzysemestralnej) trafił do “weekendowego wojska” – Trzydziestej Trzeciej Brygady Logistycznej Gwardii Narodowej Stanu Illinois, podpisując kontrakt na sześć lat. Tak rozpoczęła się wojskowa odyseja Rafała.
Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Zdegustowany postawą “»żołnierzy« – podtatusiałych czterdziestolatków bawiących się w harcerzy, którzy służbą w Gwardii dorabiali sobie do emerytury”, podczas nauki w college’u (opłacanej przez wojsko) zrobił kurs oficerski i zaciągnął się do prawdziwego wojska – sławnej 101. Dywizji Powietrznoszturmowej (znanej szerszej publiczności m.in. z serialu “Kompania Braci”; służył tam Jimi Hendrix), podpisując kontrakt na trzy lata. Służył z nią w Afganistanie, jako dowódca plutonu. Od grudnia 2007 do kwietnia 2009, jako oficer wywiadu 21. Pułku Piechoty USA w ramach Wielonarodowej Dywizji, stacjonował w bazie w Iraku. Efekt pracy jego sekcji to: “Ponad 100 aresztowanych terrorystów, 650 nazwanych operacji, 9000 patroli, 250 znalezionych kryjówek broni i amunicji, 1200 wystrzelonych pocisków moździerzowych. Czy te liczby są w stanie oddać cierpienia naszych kilkudziesięciu rannych towarzyszy? Ból bliskich opłakujących naszych siedmiu poległych?” – pytał na swoim blogu.
Na mundurze kapitana Stachowskiego widnieje odznaka Rangera, przyznana po ukończeniu wyczerpującego, dwumiesięcznego kursu obejmującego m.in. wspinaczkę, pokonywanie torów przeszkód, marszobiegi, pływanie oraz dowodzenie niewielkimi oddziałami w walce z wymagającym, dobrze wyposażonym przeciwnikiem. Z dumą nosi na piersi polską odznakę spadochronową, zwaną “gapą” (jak sam twierdzi, ma słabość do orłów), przyznaną za oddanie osiemnastu skoków z samolotu Aeroklubu Warszawskiego.

Na swoim blogu (sladamikonkwistadorów.blog.onet.pl) publikuje aktualne i wspomnieniowe opowieści ze swojej służby, z wprawą kreśląc portrety swych zwierzchników oraz podwładnych – dzięki lekturze poznajemy niebyt lotnego majora Karczycho, służbistę – majora Pedanta czy “zielonego” szeregowca Nieśmiałka. Swoje wpisy kapitan Stachowski wzbogaca niepowtarzalnymi, dokumentalnymi zdjęciami z patrolów, przedstawiającymi warunki życia miejscowej ludności – jak sam mówi, fascynują go nieznane kultury. Często też umieszcza fotografie ze swoich urlopów, przedstawiające japońskie targowiska czy przedstawicielki hawajskiej fauny wodnej – ryby takie jak nunu peke, laulu czy humuhumununkunukuapua’a, które łowił z upodobaniem, gdy mieszkał na Hawajach służąc w 25. Dywizji Piechoty. Jego żona też jest Polką, z sześcioletnim synem rozmawiają w domu wyłącznie po polsku.
Niedawno musiał opuścić słoneczne Hawaje, by 8 lipca bieżącego roku objąć stanowisko dowódcy kompanii werbunkowej w New Jersey, by, jak sam napisał, zająć się “marketingiem Armii – coś o czym nie mam zielonego pojęcia”. Pisze książkę o swojej służbie w Afganistanie.
Przedstawiamy wywiad z kapitanem Rafałem Stachowskim.
Dlaczego prowadzi Pan bloga w języku polskim, a nie po angielsku?
Właściwie są dwa powody. Po pierwsze uwielbiam mój język ojczysty, niestety nie mam szansy za często używać jego pisemnej wersji w życiu codziennym. Po prostu nie ma czasu na pisanie listów do rodziny. A blog daje mi szansę na napisanie jednego “listu” o ostatnich zdarzeniach w moim życiu do wszystkich na raz. Po drugie, po angielsku musiałbym ograniczyć moją szczerość na blogu. To znaczy, nigdy nie napisałem niczego, co byłoby w wojsku zabronione, ale czasami poruszałem tematy w “szarej strefie”, poza tym przypuszczam, że niektóre tematy poruszane na moim blogu nie spodobałyby się moim przełożonym. Polski blog daje mi szansę na opisywanie życia polskiego imigranta w amerykańskiej armii takim, jakie jest naprawdę, bez politycznej poprawności. Jeden z dowódców plutonu w naszej brygadzie dostał rozkaz usunięcia swojego bloga, bo to, o czym pisał, nie przypadło do gustu jego dowódcy.
Jak amerykańscy cywile traktują żołnierzy w mundurach?
Na szczęście historie z okresu wojny w Wietnamie, gdzie ludzie pluli na żołnierzy na ulicy to przeszłość. Prawdę mówiąc uwielbiam być w mundurze. Mundur sprawia, że wyróżniam się w tłumie, przygodnie poznane osoby są bardziej rozmowne i bardziej serdeczne w stosunku do mnie. Często zupełnie obcy ludzie podchodzą do mnie na ulicy, żeby uścisnąć moją dłoń i podziękować mi za moją służbę. Parę razy zdarzyło się, że jakiś anonimowy człowiek zafundował mi piwo w restauracji, tylko dlatego, że byłem w mundurze. W zeszłą sobotę po raz pierwszy zobaczyłem ludzi protestujących przeciwko wojnie i wojsko pod główną bramą wjazdową do Fortu Monmouth – bazy, gdzie obecnie pracuję. Po jednej stronie ulicy była garstka ludzi z antywojennymi i antywojskowymi transparentami, po drugiej stronie ulicy było kilkudziesięciu weteranów z rodzinami, którzy też mieli transparenty, ale z napisami “Zatrąb, jeżeli jesteś za naszymi żołnierzami”. Prawie każdy przejeżdżający samochód trąbił. Po godzinie czy dwóch ci “anty” zwinęli manatki i poszli sobie.
Co skłoniło Pana do wstąpienia do armii Stanów Zjednoczonych?
Zawsze chciałem być żołnierzem. Gdybym mieszkał w Polsce, byłbym żołnierzem WP, gdybym mieszkał we Francji to pewnie byłbym w Legii Cudzoziemskiej, a że mieszkam w Stanach, to jestem w US Army. Wyjechaliśmy całą rodziną do Stanów jak miałem 16 lat. To za wcześnie na jakąkolwiek służbę wojskową w kraju, ale z dumą oznajmiam, że byłem członkiem organizacji wojskowej “Strzelec” oraz skakałem ze spadochronem w Aeroklubie Warszawskim. Prawdę mówiąc żałuję, że ominęła mnie służba w kraju.
Największy absurd w amerykańskiej armii?
Piętnastomiesięczne wyjazdy na wojnę. To chore, żeby mój syn był bez ojca przez całe piętnaście miesięcy. Na szczęście to już przeszłość, a moja jednostka miała wątpliwą przyjemność załapania się na ostatni piętnastomiesięczny wyjazd na wojnę. Te piętnaście miesięcy prawie złamało moją chęć do dalszej służby. Polska Armia robi takie wyjazdy prawidłowo – sześć miesięcy i basta.
Największe osiągniecie, jakiego bez pomocy armii nie mógłby Pan dokonać?
Skończenie studiów. Myślę, że W Polsce co najwyżej skończyłbym zawodówkę. Wyjechałem z kraju w drugiej klasie szkoły zawodowej. Uczyłem się na tokarza w Zespole Szkół Zawodowych na Grochowskiej w Warszawie. Służba w wojsku dała mi dyscyplinę niezbędną do kontynuowania edukacji, oraz pieniądze na ten cel, a studia w Stanach to naprawdę droga inwestycja.
Wielokrotnie wspominał Pan, że woli przebywać i przyjaźnić się z nie-Amerykanami w wojsku. Dlaczego?
Bo jestem Słowianinem. Zauważyłem, że Słowianie myślą ciut inaczej. Mam znajomych w każdej grupie etnicznej i rasowej, ale tak naprawdę wiem, że tylko bratnie słowiańskie dusze potrafią tak naprawdę mnie zrozumieć. To samo się tyczy sfery miłosnej nie potrafiłbym być tak naprawdę blisko z nikim innym niż z Polką. Moja żona jest rodem z Tarnobrzega, i jest po prostu cudowna, nie tylko pod względem wyglądu.
Jakie są najważniejsze różnice pomiędzy żołnierzami US Army a żołnierzami Wojska Polskiego?
Może żołnierze polscy ustępują nam trochę sprzętem, ale za to nadrabiają duchem. Szlag mnie trafia, jak słyszę nieustające narzekanie amerykańskich żołnierzy na wszystko.

Jak żołnierze w bazie radzą sobie ze stresem i nudą?
Mieliśmy tam cyberkafejki i siłownię. Świetlica wojskowa nieopodal mojego sztabu urządzała dyskoteki raz w tygodniu. W świetlicy można było sobie pograć w bilarda czy w gry wideo. Ja nie miałem czasu na nudę, bo praca w sztabie pochłaniała mi praktycznie cały czas. Co kilka dni pozwalałem sobie tylko na luksus blogowania, a kilka razy w miesiącu imprezowałem z polskimi żołnierzami.
Czy spotykał się Pan w armii z przypadkami dyskryminacji ze względu na płeć, kolor skóry czy orientację seksualną?
Ani ja, ani moja siostra, która służy w armii już ponad jedenaście lat, nie spotkaliśmy się z dyskryminacją ze względu na płeć. Moim obowiązkiem jako dowódcy jest tępienie takich przypadków jeszcze w zarodku, to samo tyczy się dyskryminacji ze względu na kolor skóry. Myślę, że armia jest pod tym względem dużo bardziej zaawansowana niż reszta społeczeństwa amerykańskiego. W mojej małej sekcji wywiadowczej mieliśmy Murzyna, Wietnamczyka, Latynosa oraz prawdziwego Indianina i pracowało nam się wyśmienicie. Co się tyczy orientacji homoseksualnej, to niestety jest ona w naszej armii jeszcze zabroniona. Osoby przyznające się oficjalnie do odmienności seksualnej usuwa się dyskretnie ze służby. Mam nadzieję, że prezydent Obama dotrzyma swojej obietnicy i skończymy z tą praktyką rodem z zeszłego wieku.
Która służba była ciekawsza i dlaczego? Patrole w Afganistanie czy siedzenia za biurkiem w Iraku?
Też mi pytanie. Oczywiście że patrole. Uwielbiam podróże, poznawanie nowych ludzi, przygody. A jakie przygody można przeżyć siedząc za biurkiem?
Co czuje Pan, kiedy dowiaduje się o śmierci amerykańskich żołnierzy?
Smutek. Tym bardziej, że większość naszych żołnierzy zginęła niosąc pomoc Irakijczykom. Raz bomba wybuchła pod wozem, który jechał przeprowadzić kontrolę jakości remontu irackiej szkoły, który był przez nas fundowany. To była naprawdę niepotrzebna śmierć.
Z czego wynika terroryzm? Co należy robić, by ograniczyć to zjawisko?
Z biedy i desperacji. Przypuszczam, że gdyby jedyną pracą jaką mógłbym mieć, byłaby walka z amerykańskimi “najeźdźcami”, to pewnie też bym podkładał bomby. Okolica Abu Ghraib, nad którą mieliśmy pieczę miała bezrobocie w okolicach 70%!
Co powiedziałby pan osobom, które twierdzą, ze wojna w Iraku była wojną o ropę?
To ich zdanie. Jak na razie nie zarobiliśmy na tej wojnie ani centa. Nasz prezydent podjął decyzję, którą uważał za słuszną biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw. Miałem przyjemność mieć za tłumacza irakijczyka, którego siostrzeniec był agentem CIA, który przesłuchiwał Saddama i dowiedziałem się od niego kilku ciekawych faktów. Saddam naprawdę robił wszystko, co było w jego mocy, aby świat i sąsiedni Iran uwierzyli, że posiada on broń masowej zagłady. Do jej braku nie pozwoliło mu się przyznać arabskie poczucie honoru oraz strach przed powtórką wojny Irak-Iran. Wszyscy się na to dali nabrać, włącznie z naszym wywiadem. Nasz prezydent podjął taką decyzję jaką podjął, ale przynajmniej miał odwagę podjąć decyzję, czego nie mogę powiedzieć o większości polityków, w Stanach czy w Polsce. A teraz musimy wypić to piwo, które sobie nawarzyliśmy. Bo nie możemy Iraku tak po prostu zostawić. To byłoby niemoralne.
Czy iraccy cywile okazywali amerykańskim żołnierzom w jakikolwiek sposób wdzięczność za ich poświęcenie każdego dnia?
Spotkałem się naprawdę z serdecznością ze strony Irakijczyków. Wbrew temu, o czym trąbią mass media, większość Irakijczyków jest zmęczona ciągłymi wojnami i naprawdę chciałaby odbudować swój kraj i chcieliby, abyśmy im w tym pomogli. Zresztą szyicka mniejszość w naszej okolicy doskonale zdawała sobie sprawę, że jedyna przeszkoda stojąca między nimi a ich sunnickimi oprawcami to nasza armia, a Sunnici w naszej okolicy doskonale wiedzieli, że lokalna brygada irackiej armii, w większości szyicka, zachowuje się w stosunku do nich w miarę cywilizowanie tylko dlatego, że była pod naszą kontrolą.
Co jest najwartościowsze w kulturze arabskiej?
Honor. Dla większości Arabów honor to najcenniejsza rzecz, jaką posiadają. Honor na przykład nie pozwolił Saddamowi przyznać się przed światem, że nie ma broni masowej zagłady. Amerykanie niestety nie są w stanie do końca zrozumieć arabskiego poczucia honoru. Nie zdają sobie sprawy, że publiczną zniewagę Arab może okupić tylko krwią. W ten sposób sami sobie tworzymy nowych terrorystów.
Czy Irakijczycy są gotowi na demokrację? Czy dyktator pokroju Saddama już się tam nie pojawi?
Irakijczycy potrzebują silnej władzy. Tylko ktoś zdeterminowany będzie w stanie zapanować nad nieokiełzaną korupcją i sprawić, że Szyici zaczną współpracować z Sunnitami. W Iraku mogłoby być dobrze, gdyby ludziom się chciało. Kurdyjska część kraju jest tego przykładem.
Jaka jest największa Pańska pasja poza wojskiem?
Oczywiście rodzina, moja żona i synek. Drugie dziecko urodzi się nam już w grudniu. Poza tym kocham nurkowanie. Moim skrytym marzeniem jest myśliwstwo.

Jaka była najsmaczniejsza egzotyczna potrawa, jakiej Pan spróbował?
Absolutnie nic nie dorówna kanapce zrobionej z irackiego podpłomyka samun, z rozpływającą się w ustach ich baraninką. Nigdy nie jadłem tak dobrej baraniny jak w Iraku.
Co zamierza Pan robić po zakończeniu kariery wojskowej?
Marzę o pracy w policji. Nie mogę się już doczekać. Na emeryturę z wojska przejdę w wieku 44 lat, więc będę jeszcze wystarczająco młody, aby dostać się do hawajskiej policji. Chciałbym kupić tam dom przy plaży i wynajmować pokoje turystom. A czas wolny spędzić na nurkowaniu i polowaniu.
Operacja Iraqi Freedom
Operacja Iracka Wolność rozpoczęła się 1 marca 2003 roku gdy siły koalicji antyterrorystycznej dokonały inwazji na Irak celem odsunięcia od władzy Saddama Husajna. Zasadnicze działania zbrojne zostały zakończone 1 maja. Siły koalicji w walkach straciły 171 żołnierzy, podczas gdy starty irackie wyniosły około 30 tys. Symbolem zwycięstwa stało się obalenie ogromnego posągu Husajna w centrum Bagdadu dnia 9 kwietnia. W rezultacie inwazji Irak został podzielony na cztery Stefy okupacyjne – dwie amerykańskie, jedną brytyjską, zaś jedna pozostać miała i jedną w gestii Brygady Wielonarodowej pod polskim dowództwem. W Iraku rozpoczęła się wojna przeciwko siłom koalicji, w które udział brały jednostki wierne dawnemu reżimowi i terroryści z zagranicy. Jednocześnie doszło do wybuchu walk pomiędzy szyitami a sunnitami, nakręcających dodatkowo spiralę przemocy. Amerykanie w następnych miesiącach próbowali rozbić główne punkty oporu tzw. irackiego ruchu oporu (m.in. w Faludży, Nadżafie i Karbali). W wyniku operacji Iracka Wolność nad Eufratem w styczniu 2005 roku odbyły się pierwsze w historii wolne wybory. W kolejnych miesiącach siły amerykańskie rozpoczęły operacje polegające na oczyszczeniu terenu z terrorystycznych bojówek, głównie w rejonie tzw. szyickiego trójkąt w środkowej części kraju. Wraz ze wzrostem liczby ataków armia amerykańska, wzmocniona dodatkowymi oddziałami w liczbie 30 tysięcy ludzi, rozpoczęła realizowanie nowej strategii (tzw. surge, ang. cięcie), dzięki której terroryści ponieśli spore starty, a liczba ataków z ich strony w ciągu następnego półrocza zmalała aż o 80 procent. W listopadzie 2008 r. władze irackie i amerykańskie zawarły porozumienie na mocy którego siły zbrojne USA opuszczą Irak przed końcem 2011 roku. Wcześniej znad Eufratu wyjechała już większość sił zbrojnych z państw koalicji antyterrorystycznej. W myśl zawartego następnie dodatkowego porozumienia w Iraku, na terenie wojskowych baz, pozostanie kilkadziesiąt tysięcy amerykańskich żołnierzy, których zadaniem będzie szkolenie jednostek irackiej armii.

Wszyscy zainteresowani służbą w armii amerykańskiej mogą się kontaktować z kapitanem Stachowskim pod adresem rafal.stachowski@us.army.mil lub amerykańskim numerem telefonu 1-888-294-3943. Kandydat musi mówić w miarę dobrze po angielsku, mieć dobre zdrowie, być niekarany i legalnie mieszkać w USA od co najmniej dwóch lat do chwili podpisania kontraktu.
Zdjęcia pochodzą z blogu sladamikonkwistadorow.blog.onet.pl oraz z prywatnego archiwum kapitana Stachowskiego.
Opracowanie wywiadu: Marcin Turkot, współpraca: Przemysław Henzel
by onet.pl
Moja przyjaciółka ma podobną sytuacje. Mieszka w Polsce, a jej mama w Nowym Jorku. Widzą się co dwa lata w wakacje. Ona nie ma ojca, ma tylko mame. W Polsce mieszka z babcią. Często widzę, jej rozdarcie. Teraz wypadły wakacje w które wyjechała. Rozmawiam z nią dużo przez telefon. Mówi że chciałaby zostać tu z mamą, ale jednocześnie tęskni za babcią, mną i resztą przyjaciół.
