Byłam tydzień na wyjeździe, dlatego nie pisałam.
Ale do rzeczy. W niedzielę, wieczorem, koleżanka zrobiła imprezkę(z “okazji” końca wakacji), w Józefowie, na którą mnie zaprosiła.
Ogólnie, dojechałam na miejsce, razem z Marleną i dopiero tam, Marlena powiedziała mi że impra jest na dworze nad rzeką! Ognisko! (a noce kurwa są przecież zimne!)
Ale okej, dochodzimy nad rzekę(szłyśmy długo przez ciemny las, dobrze, że Marlena ma latarkę w komórce…) , a tu patrzę, a oni mają to ognisko na jakiejś wyspie. No to automatycznie rozglądam się za łódką, a oni się drą, żeby przełazić przez rzekę (rzeka “Świder”).
Że co?! Nie ma mowy! Wkręcacie nas – wydarłam się do nich
I w tym momencie Łukasz wlazł do rzeki bez butów i idzie do nas, a wodę miał do ud. Ja totalny szok.
Stwierdziłam, że skoro włazi do rzeki , to raczej nas nie wkręca. Zdjęłam buty i skarpetki, zapakowałam je do siatki z piwami podwinęłam rurki (tylko do kolan mi się udało) i wlazłam do rzeki. W sumie, po wyjściu z wody, tak czy siak, byłam cała mokra, po woda strasznie parowała. Dobrze że było ognisko, było się przy czym ogrzać i wysuszyć.
Ogólnie, całą noc piliśmy, tak koło 3:00 w nocy wszyscy poszli spać, a ja pilnowałam ogniska, żeby nie zgasło. Reasumując, w ogóle nie spałam.
Kurde, nie mam fazy an pisanie notek na blogu, dlatego tak krótko to opisałam. Jak będzie mi się chciało to opowiem wszystko dokładniej.
A teraz miłego…początku roku szkolnego.
Gosiek

Komary bardzo Was pocięły?
nie ;p Za duzo dymu było i z fajek i z ogniska ;p